Dawno, dawno temu...

W przepięknej krainie usłanej śniegiem żył sobie Mikołaj. Razem z Mikołajem mieszkało 100 Elfów i 2 Wróżki. Mikołaj miał żonę Wandę i psa Samuraja. Zbliżał się okres świąt. Elfy wraz z Mikołajem spisały listę niegrzecznych dzieci. Wśród nich był Szymon. Mikołaj widząc smutne dzieci podarował im malutkie prezenciki. Elfy wraz z Mikołajem zebrały dzieci i posadzili do stołu, do kolacji Wigilijnej. Niestety nie wszystkie dzieci w niej uczestniczyły. Szymon siedział samotnie w ciemnym pokoju i w ciszy patrzył przez okno na piękne gwiazdy. Jedno z dzieci zauważyło, że kogoś brak. Gdy wszyscy zasiedli już do stołu i zaczynali czytać Słowa Boże z Pisma Świętego. Justyna, która zauważyła brak Szymona, poszła go poszukać. Nie musiała szukać długo, bo bardzo dobrze go znała. Justyna, wchodząc do pokoju zobaczyła spadającą gwiazdę, którą zobaczył również siedzący tam chłopak. Kolejna spadająca gwiazda, którą ujrzeli, zmierzała w ich stronę. Szymon chcąc ukazać niewieście swoją wielką odwagę wybiegł na dwór, podskoczył i wzbił się w powietrze. Justynie ukazało się oślepiające światło. Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Było jej nadzwyczaj zimno. Przez oblodzone okno upadały promienie słońca. Nie pamietała, co stało się po zobaczeniu spadającej gwiazdy. Nagle do pokoju wszedł Szymon z lodowym elfem, który, jak każdy elf, był przepiękny. Nazywała się Sylwia Cenwen i była pierwszym lodowym elfem na tej skutej lodem ziemi. Dwoje przybyszy nie wiedziało, gdzie są i co się dzieje na zewnatrz. Cenwen wszystko im wyjasniła o Wiecznej Zimie, o lodowym smoku Arynie, który jednym swoim podmuchem mógł zamrozić 1 ha lasów, pól i łąk. Szymon zapytał się również, który jest rok. Okazało się, że razem z Justyną przenieśli się w czasie o 10 lat wstecz. Nie mogli w to uwierzyć oraz w to, że Cenwen nie wie, co to pory roku. Powiedziała mu, że Wieczna Zima jest tu jedyną porą roku ze względu na Aryna, który mrozi wszystko, co jest w zasiegu wzroku. Zblizała się noc, a noce tutaj były strasznie mroźne. W pomieszczeniu przybysze z przyszłosci znaleźli zapalniczkę, którą Szymon od razu rozpoznał i użył, aby rozpalić ognisko, żeby nie zamarznąć na noc. Płomień rozgrzewał ich i umożliwiał przygotowanie kolacji. Jedną z ulubionych potraw Szymona była zupa z "elfów". Wybiegł z pokoju i rozpoczął poszukiwania "elfów", czyli tzw. jagód goi, które wytrzymywały ekstremalne temperatury, jakie panowały w krainie. Justyna, na którą przezywano się "żubr" przygotowała potrawkę ze składników dostarczonych przez Cenwen i Szymona, po czym skonsumowali ją i poszli spać. Zanim jednak się położyli, elfka zaczęła im śpiewać do snu. A śpiewała tak przepięknie, że oboje zasnęli, nie wiedząc nawet kiedy. Nazajutrz Szymon wpadł na pomysł. Chodziło w nim mniej wiecej o to, aby Cenwen zaśpiewała dla Aryna jedną ze swoich pieśni. Był przekonany, że nawet serce lodowego smoka ogrzeje się, gdy tylko usłyszy głos elfki. Tak też postanowili zrobić. Wszyscy przygotowali się do wyprawy, która mogła zkończyć panowanie wiecznego potwora. Cała trójka wyruszyła jak najszybciej się dało, a w ich sercach płonęła nadzieja, że może im się udać. Po drodze jedli napotkane jagody i inne owoce odporne na chłód. Kierowali się za ogłosami ryczenia smoka. Dźwięk był coraz bardziej donośny, a zimne podmuchy wiatru dawały się we znaki. To był znak, że smok musi być gdzieś naprawdę niedaleko. Naprzeciw znajdowało się ogromne wejście do jaskini, w której swoje gniazdo miał Aryn. Troje dzielnych podróżników z lekkim wahaniem weszło do wnętrza góry. Przeszli porządny kawał drogi, po czym ukazała im się wielka kreatura rodem z lodu. Smok leżał na lodowej posadzce niczym władca na swoim terytorium. Był biały jak śnieg, ale równie piekny, jak niebezpieczny. Gdy zauważył, że nie jest sam, ryknął przeraźliwie ale intruzi wiedzieli, że kolejna taka szansa może się już nie wpowtórzyć. Gdy smok miał zamiar powstać, Cenwen zaczęła śpiewać. W pomieszczeniu rozeszło sie uczucie gniewu (w sensie, że znikło i już go nie było xD ) i nienawiści, które były głównymi atutami Aryna. Sam smok, mając wydawać już z siebie kolejny ryk, położył się z powrotem na lód i jakby zahipnotyzowany pieśnią Cenwen zasnął, ale było czuć ciepło w jego zimnym jak odwieczny lód sercu. Szymon i Justyna również zapadli w przepiękny sen. Gdy się obudzili, byli w dobrze już im znanym pomieszczeniu, w którym zawsze spali. Wstając podbiegli do okna i zobaczyli spadającą gwiazdę. Spojrzeli po sobie i przyglądali się spadającej gwieździe. Oboje wiedzieli, że powrócili do momentu, w którym pierwszy raz zobaczyli tę gwiazdę. Gdy skończyli już patrzeć przez okno, zeszli na dół i dołączyli do innych osób przy wigilijnym stole.

Pewnie zastanawiacie się, co im się przyśniło?

W tym śnie widzieli krainę skutą lodem, która nie była już cała w lodzie i śniegu. Rosły tam kwiaty i drzewa. A w znanej jamie Aryna można było usłyszeć piękny śpiew Cenwen. I można było usłyszeć ten śpiew nawet dzisiaj.

THE END